Lataj szybko i wysoko!

         Uwielbiam gdy ludzie pytają mnie czym się interesuje. Kiedy kocha się swoją pasję i to co w życiu się  robi, można o tym opowiadać dniami i nocami.

Nie potrafię dokładnie określić dlaczego całe życie chciałbym spędzić w powietrzu. Myślę, że rozwijało się to we mnie powoli. Najpierw były katastrofy. Wiem, że to dziwne ale intrygowało mnie dlaczego ważąca kilkuset ton maszyna może unieść się w powietrze i niedługo potem spaść. Najbardziej cierpiała na tym moja mama, która zaczęła się zastanawiać jak może mnie to interesować.

         21 stycznia 2011 rok - mój tata zabiera mnie na pierwszy lot w życiu cywilnym odrzutowcem. Sens tej wycieczki to tylko odbyć lot. Kiedy odbył się start, wcisnęło mnie w fotel i On uniósł się w powietrze wiedziałem już, że chcę tego doświadczać w życiu każdego dnia. Moje okrzyki radości podczas tego lotu były tak wielkie, że aż tata musiał mnie na siłę uciszać.

         Po tym locie zacząłem zastanawiać się jak mogę zrealizować marzenia. Byłem rozczarowany bo nie mogłem. Miałem 12 lat. Musiałem 4 lata czekać aż jako uczeń zacząłem latać na szybowcach. Byłem załamany, pozostało mi oglądać filmy i czytać książki. I tak przez 4 lata. Wytrwać pomagały mi takie filmy jak „Top Gun” albo „Pearl Harbor”. Kocham te filmy.

         1 lipca 2014 rok - 1. lot szybowcem. Marzenia zaczęły się spełniać. Codziennie przez 62 dni wakacji na lotnisku spędzałem 7 - 8 h. Codziennie unosząc się w przestworza i mając takie widoki:

         4 sierpnia 2014 rok - nigdy w życiu nie zapomnę tego dnia! Dzień, w którym Pani instruktor stwierdziła, że mogę lecieć sam. Szok dla mnie! Nie chciałem o tym słyszeć! Że niby ja, 16-latek, który wylatał 4 h miałem sam lecieć. Najpierw myślałem, że żartuje ale kazała mi wsiadać do szybowca i siedzieć cicho. Jak zamknęli kabinę miałem ochotę z niej wyskoczyć. Starsi lotnicy mieli ze mnie niezły ubaw z mojego strachu. Ale kiedy szybowiec ruszył i oderwałem go od ziemi, zapomniałem o wszystkim co ziemskie i skupiłem się na tym aby lot był dla mnie przyjemnością. Kiedy uspokoiłem maszynę czułem się zrelaksowany. Jeszcze oglądałem się za siebie czy nikogo nie ma.

A po wylądowaniu czułem się jak Maverick w filmie Top Gun i jakbym świat zdobył!

Odpoczynek pod skrzydłem przed lotem.

 

Mój szybowiec wygląda tak: :)

         20 sierpień 2015 rok - szybka ucieczka z rekolekcji w Ustroniu na Muchowiec aby odbyć pierwszy lot samolotem.

Miłość mego życia wygląda tak:

         Pomimo tego, że jest trudno wszystko pogodzić aby móc regularnie latać. To myślę, że warte jest to poświęcenia. Moim motywatorem do działania jest Steve Jobs, który twierdził, że ludzie powinni kochać to co robią bo inaczej się wykończą. Kto chciałby nosić tak ciężkie brzmienie.

         Do mojej pasji podchodzę bardzo skrupulatnie. Zdaję sobie świadomość, że worek szczęścia, który ciągnie się za mną, kiedyś w końcu może się wyczerpać. W takich sytuacjach będę zdany tylko na siebie. Latanie to wspaniała rzecz, ale nie można polegać na zasadzie, że jakoś to będzie. Udać musi się zawsze.

         Myślę, że to wielkie szczęście, że możemy robić to co kochamy. Żyję przekonany, że praca, którą w przyszłości podejmę nie musi być dla mnie ciężarem niszczącym mi świat dookoła. Dzięki możliwościom jakie otrzymałem od Boga, będę dociekliwie dążył do ustalonego celu na całe życie.

Przemysław Żmuda